Sredniowieczny kryminal, triller, powiesc sensacyjna? Wszystkiego po trochu. W 13sto wiecznej Francji, w odleglej prowincji znajduje sie tajemnicza wioska, o istnieniu ktorej nikomu nic nie wiadomo, dopoki w miescie nieopodal nie znaleziono pocwiartowanych zwlok ludzkich, ktore splynely z biegiem rzeki. Kto dokonal tak nieludzkiej zbrodni i dlaczego? Dlaczego tez zwloki splynely z biegiem rzeki? Czemu ta zapadla wioska interesuje sie sam papiez?
Intryga zapowiadala sie ciekawie. Ale: albo ja nie jestem stworzona do takich ksiazek, albo nie natrafilam jeszcze na wlasciwa. Poczatek rozwijal sie powolutku. Dopiero po przeczytaniu 100 stron akcja mnie wciagnela- zwlaszcza wydarzenia, ktore dzialy sie w wiosce. Czytalam naprawde z zainteresowaniem, chcialam wiedziec co sie dalej wydarzy. W ksiazce mamy tez inne watki i postaci, ktorych losy powoli lacza sie ze soba dazac do wspolnego finalu i wyjasnienia tajemnic. (Bardzo ciekawy zabieg!) No wlasnie. Koniec mnie rozczarowal. Bowiem nie wyjasniono wszystkiego do konca. Samego mordu rozpoczanajacego ksiazke tez nie. Na kilka innych pytan, ktore mnie teraz intryguja, nie znalazlam odpowiedzi. Nie wiem, czy bylo to zamyslem autora, czy tez jego niedoskonaloscia. Jak dla mnie przewaza jednak ta druga opcja- wyjasnienia nie sa wiarygodne, brak odpowiedzi rozczarowuje czytelnika …
Napisane sprawnie, choc czegos mi zabraklo…

Ta ksiazka jest, jak obraz Amedeo Modiglianiego na okladce- dojmujaco smutna- jak bezbrzezne smutne sa oczy bohaterki obrazu.


