Kolejna z serii „Litarauta w spodnicy”, wiec wiedzialam juz czego mam sie spodziewac. Czegos lekkiego, z humorem, bez wiekszych ambicji, czytanego w ramach tzw. odmozdzenia. Mimo niewysokich oczekiwan ksiazka ta byla jednak mocno „taka sobie”. Nie powiem, ze sie zawiodlam, bo niewiele oczekiwalam, ale nawet takie pozycje mozna by napisac lepiej.
Pomysl napewno byl ciekawy: Lizzie Ford pracuje w radiu jako „dobra duszyczka” pomocna w zawirowaniach sercowych. Prowadzi tez kolumne porad sercowych w jednym z populanych pism. Sama jest juz po trzydzestce, jednak do tej pory nie udalo jej sie znalesc tego wlasciwego faceta, az do chwili, gdy w jej zyciu pojawia sie Matt Baker, spec od reklamy z ktorym od razu lacza jaj blizsze stosunki. Moze tym razem stalo sie to zbyt szybko, bowiem, okazuje sie, ze Matt nie jest do konca wolny. Ma zone, z ktora jednak nic go juz nie laczy- czy to tylko typowa wymowka zonatego mezczyzny?
Ksiazka jakby sama w sobie mial niezbyt tresci, to co rozciagnieto na ponad 250 stron mozna by chyba zmiescic w 100 albo i mniej. Niewiele sie w niej dzieje, poza ciekawym pomyslem, brak rozwiniecia fabuly, dosc plasko, schematycznie, momenty wesole jakos tez do mnie nie przemawialy. Draznilo mnie splycenie postaci zony i wyidealizowanie glownej bohaterki.
Mogloby byc lepiej…




Ksiazka, bardzo ciekawa. Ja do tej pory nie spotkalam sie z tematyka Palestyny i Bliskiego Wschodu. Choc pierwsza czesc dotyczy II Wojny SWiatowej i historii polskich Zydow w warszawskim getccie. Jednoczesnie jest tez historia niemieckiego SSmana Heoinricha Kleista, ale o tym dowiadujemy sie pozniej. W ogole przeszkadzalo mi w tej ksiazce to nagle urywanie akcji, choc potem okazalo sie uzasadnione- przy koncu ksiazki. Poznajemy historie zydowskiej rodziny Estery Gale i jej meza Josepa. Nastepnie palestynskiej rodziny Georga Autona a w zasadzie jego syna Demetriusa. A takze niemieckiej rodziny, ktorej glowna bohaterka jest Christine Kleist. Wszytskie te historie stapiaja sie u koncu ksiazki w jedno.
Po ksiazkach z serii „Literatura w spodnicy” nie nalezy sie spodziewac wielce ambitnej literatury. Czasem jednak mozna przeczytac jakies niezle czytadlo. I tak bylo z ta ksiazke: wysmiencicie spelnila postawione jej zadanie 😉 Rozweselila, pozwolila glowie nieco odpoczac… A dodatkowo popczulam sie znow dwudziestolatka, ktora wieku 26 lat jest juz stara 😉
Ksiazka rosyjskiego autora, ktory na poczatku lat 90tych wyjechal do Berlina. Z wiza do NRD i z 3 markami w kieszeni. Acha mial jeszcze ze soba rozmowki rosyjsko-niemieckie z 56 roku i kilka ksiazek. I oczywiscie dziecinstwo i mlodosc spedzone w radzieckiej Rosji. Tych doswiadczen nie da sie porownac z innymi. Zreszta sama dorastalam w PRL, obchodzilam Dziren Armii Radzieckiej i Rocznice Wielkiej Rewolucji Pazdziernikowej. Choc powiem wam, ze absurydy tamtej epokimimo wszystko malo do mnie docieraly. Wiec i te ksiazke czytalam jak science-fiction miejscami. Bylo wesolo, smisznie i tragikomicznie… Znow jednak ksiazka o sile rodzinnych wiezi i przyjazni. Niewielka objetosciowo jednak warta przeczytania.
Zbior felietonow znanego dramaturga, scenarzysty, felietonisty powstalych w czasach PRL, oraz pozniejszych. Drukowane od lat 60tych az po dzien dzisiejszy. Musze przyznac, ze czasy PRL, czyli moje dzeicinstwo pamietam slabo. Jak zapewne kazde dziecinstwo bylo dla mnie sielsko spokojne i nie zdawalam sobie sprawy w jakim kraju mieszkam. Felietony J.Glowackiego to dla mnie przede wszystkim zarys tamtej epoki, zycia, ktore bylo wtedy normalne, ale nam patrzac z perspektywy czasu wydaje sie kuriosalne. Dopiero koncowe felietoyn i gorzkie slowa o faktycznej sytuacji w Polsce daja prawdziy obraz wczesniejszych wydarzen. Czytalam z zainteresowaniem podziwiajac talent p. Glowackiego, jego swietna „wladze” nad slowami, subtelne gry znaczen i wydobywani na swiatlo dzienne absurdow tamtej epoki. Swietna lektura.