Cos ostatnio opuscilam sie w czytaniu. W prowadzeniu bloga tez. Prosze o wybaczenie. Ksiazke przeczytalam juz ponad tydzien temu… kolejnej przez ten tydzien udalo mi sie przeczytac ledwie 18 stron… Ojoj!!! Poprawie sie, obiecuje.
A teraz do rzeczy 😉 Ksiazka za gatunku dla kobiet, lekka i przyjemna. I naprawde tak bylo- przyjemnie sie czytalo. Choc tematyka wcale nie tak latwa. Otoz Ina- poczatkujaca dziennikarka niespodziewanie zachodzi w ciaze z popularnym prezenterem telewizyjnam, ktory na wiesc o dziecku ucieka „gdzie pieprz rosnie”. Jednak Ina postanawia dziecko urodzic… i ulozyc sobie zycie! Drugim bohaterem jest lekarz Rafal, ktory wlasnie sie rozwodzi. Wlasnie Ci dwoje stworza pare… czy jednak uda im sie przetrwac? Ksiazka zabawna, podziwiam lekosc piora i swietne podejscie do tematu. Podobalo mi sie kilka zabawnych scenek, zwlaszcza ta z czyatniem bajek malenkiemu Kajtusiowi, nie niewyjeta i przezabawna 😉 Razi byc moze nieco schematyczna akcja- wiadomo dokad to wszystko zmierza, jednak happy end wywoluje usmiech na twarzy mimo dosc sporej dawki naiwnosci. Polecam do czytania na zimowe wieczory 🙂

Niewielka objetosciowo ksiazeczka, do tego z rysunkami- postanowilam przeczytac przed swietami- bylam akurat w takim basniowym nastroju. Pomyslalam, ze moze sie nada do czytania z synkiem… Nie nada sie. No przynajamniej nie dla 6sciolatka…Bo to racztej basn dla doroslych. I choc na obwolucie mowa o podobienstwie do „Malego ksiecia” to moim zadniem jest go w tej ksiazce niwiele. „Maly ksiaze” jest ksiazka uniwersalna, mozna ja czytac dzeciom i doroslym, a „Malenki krol Grudzien” to jak dla mnie ksiazka dla doroslych. Tak w zasadzie to brak w niej jakiejkolwiek akcji- glowny bophater, mezczyzna w srednim wieku, jak przypuszczam, przyjazni sie z malenkim krolem, nieco wiekszym, jak palec, ktory lubi zelkowe miski i mieszka za szczelina regalu. Z wiekiem robi sie coraz mniejszy, odwrotnie niz ludzie. I to z wiekiem dopiero odkrywa to, co dorosli z wiekiem traca- dzecieca szczerosc, dostrzeganie fantazji itd. Tak dokladnie to malenki krol jest byc moze tylko wymyslem glowy glownego bohatera? Alternatywnym spojrzeniem na swiat? Dlaczego jest krolem, kim rzadzi? Moze po prostu tylko samym soba? A czy udaje sie to nam? Rzadzic samym soba? 😉
Podchodzilam do tej ksiazki co nieco, jak pies do jeza… Przeczytalam wczesniej „Oskar i Pani Roza” i podobala mi sie srednio… Ale czytalam i czytalam i myslam: fajna… Zupelne zaskoczenie- pozytywne. Ogromnie pozytywnie zaskoczyla mnie konstrukcja tej ksiazki, bowiem bohaterki sa trzy, a nie tylko jedna- ale jednoczesnie kazda z nich jest jakby jedna i ta sama bohaterka, bo mimo, ze zyja w roznych czasach Cos na ksztal reinkarnacji 😉 Maja podobne doswiadczenia i przezywanie swiata- sa podobne. Nawet ich imiona brzmia tak, jakby tylko byly troche zmienione dla potrzeb danej chwili historycznej. Anne z Brugii- szesnastowieczna poetka i mistyczka, Hanna von Waldberg- pionierka psychoanalizy oraz Anny Lee- wzieta hollywoodzka autorka o niesamowitym talencie. kazda z nich ma te szczegolna wrazliwosc, ktora czyni je dla reszty swiata kims wyjatkowym. Anne- postrzegana jako swieta, Hanna- jako pionierka i odkrywczyni, oraz Anny- aktorka, ktora daje z siebie na planie wszysko- naprawde staje sie odgrywana postacia. Czy ich losy znajda wspone zakonczenie?
Jakos rzadko siegam po opowiadania, a jeszcze rzadziej po opowiadania polskich autorow. No moze jakies zbiorcze, jakie czasem wychodza z jakiejs tam okazji. Tym bardzie pozytywnie zaskoczyl mnie debiut Mai Porczynskiej. Opowiadania z „zycia codziennego”, a jednak niecodziennego, bo w kazdym z nich jest jakies ziarno dodatkowe- a to ktos, kto nagle odzyskuje wiare w siebie, a to para osob zupelnie roznych, a jednak pasujacych do siebie ludzi odnajduje sie na przekor wszystkiemu, ktos odnajduje sens zycia w najbardziej niespodziewanym momencie… No wlasnie sens zycia… Moze opowiadania wydaja sie nieco naiwne. Ale to naiwnosc ta dobra- ta z gatunku wiary dziecka w dobro i niestannie dziejace sie na kazdym kroku cuda w zwyczajnym zyciu… Polecam!
Biala kobieta w dzungli? Tej najodleglejszej, najmniej zbadanej? Blondynka? No, gdzie tam!!! 😉 A jednak Beata Pawlikowska wlasnie tam sie udala, wraz z nia i jej ksiazka mozemy udac sie tam i my. Mnie sie spodobalo. Choc nie jestem pewna, czy bylabym w stanie tam wytrzymac- podziwiam odwage i hart ducha Beaty Pawlikowskiej. Dzungla to piekne miejsce, zyjaca wlasnym zyciem, niepotrzebujaca nikogo, a jednoczesnie bardzo niebezpieczna- trzeba ja dobrze znac, zeby w ogole przezyc! Szkoda, ze kiazaka byla tak krotka. I szkoda, ze w polowie ksiazki kilka rozdzialow bylo jakby nie z tej ksiazki- zupelnie nie dotyczyly dzungli, a np. polskiego misjonarza i jego sluzacej. Hmm, moze to i ciekawe, tylko poprosze w innym miejscu. 😉
To ksiazka o swiecie wyraznie podzielonym- odtad- dotad- tu jest meskie, tam kobiece, tu czarne tam biale… I nagle w tym swicie pojawia sie dziewczyna, ktora odwazyla sie byc chlopcem…