Az dziwnie to napisac, ale ostatnio pokazywalam wam zakupowo- nabytkowe nowosci w sierpniu… Nie kupowalam wiele ostatnio. Sporo w domu jestem, nie wyjezdzam… Czasem cos wymienie, albo pozycze. Biore udzial w roznych wymiankach. Ale oto co mi sie pozyskac udalo:
1. Hanna Szymanderska „Dania z anegdota”
2. Dorothea Benton Frank ” Czar milosci”
3. Stieg Larson „Mezczyzni, ktorzy nienawidza kobiet”- moze nie uwierzycie, ale jeszcze nie czytalam…
4. Magdalena Parys „Tunel”
5. Monika Richardson, Lidia Popiel „Polki na bursztynowym szlaku”
6. Julia Child „Gotuj z Julia”
7. „Listy milosne”
Sporo kupilam w tym czasie ksiazek kucharskich i okolokucharskich, ale to juz raczej nie do pokazania tutaj 😉 Ksiazki kucharskie naprawde mnie ostatnio fascynuja 🙂





Po ksiazke siegnelam zachecona recenzja w jakiejs gazecie dla pan. I rzeczywiscie: jest to ksiazka osadzona w nurcie literatury dla kobiet. Choc pojawiaja sie w niej tez watki podroznicze, mocno dzis popularne watki kulinarne, a nade wszystko kryminalna afera! Acha i oczywiscie romans- wszystko napisane calkiem zgrabnie i gladko- podobal mi sie nieco „zadumany” styl autora. Dobre czytadlo na popoludniowe gorace godziny. Z przyjemoscia czytalam opisy wloskich miast, czy greckich wysp. Sama pewnie niezbyt szybko sie tam wybiore 😉 Watek kryminalny naprawde „zgrabny” i jak dla mnie bardzo czytelny, a brak czytelnosci i nadmierne skomplikowanie fabuly to, niestety, w wielu wspolczesnych kryminalach powazna wada. Happy end moze troche na wyrost, ale czemu wlasciwie nie??? Fajne czytadlo 🙂
Znow jestesmy w Barcelonie. Znow, bo kilka lat temu oczywiscie, jak prawie wszyscy przeczytalam „Cien wiatru”. „Marina” moim zdaniem jest lepsza. Bardziej delikatna, przepelniona watkiem kobiecym. Tytulowa Marina sprawia, ze w ksiazce pojawiaja sie tez watki egzysencjalne i filozoficzne.

Jakis czas temu zwiedzalam okolice nad jeziorem Bodenskiem- jezioro jest piekne, bardzo mi sie tam podobalo. Ksiazka tez, choc z tytulowym jeziorem ma niewiele wspolnego. Jest to wspaniala pozycja literatury polskiej. Napisana w latach od 1942 do 1946 r. Wydana po wojnie. Bohaterem jest Polak o francuskich korzeniach, ktory wojne spedza w obozie dla internowanych cudzoziemcow. Oboz ten miesci sie w budynki szkolnym w Konstancji nad Jeziorem Bodenskim. Okolica piekna, jednak zamkniecie na ograniczonej przestrzeni, ta sama waska grupa osob widywana codzien zmusza autora do wszelakich refleksji na temat zycia ogolem, a w szczegolnosci do istoty polskosci, do kondycji Polski na tle innych narodow. Mamy tez refleksje na temat romantycznej tradycji polskiej literatury, wspomnienia z przedwojennej Warszawy, rozwazania o milosci i wolnosci. Widzimy indywidualne losy innych bohaterow, fascynacje narratora roznymi kobietami, a nade wszystko pragnienie przerwania tego zamkniecia, wyrwania sie znow na wolnosc. Piekna lektura, na pewno nielatwa, ale dajaca czytelnikowi wiele.
Tyle dobrego sie naczytalam w necie o tej ksiazce, ze zabawna, pelna humoru, ciekawa, ze warto przeczytac… Czy aby na pewno? Bo ja z lektury tej ksiazki nie wynioslam nic. Rozrywka tez byla dla mnie niestety watpliwa. Prze wieksza czesc tej ksiazki po prostu sie… nudzilam… Jak nie przez cala. Fabula zupelnie mnie nie zajela, gaszcz postaci irytowal, a juz kryminalna koncowka zupelnie wyprowadzila z rownowagi. Z obledem w oczach probowalam zrozumiec kto jest kim i jak to wszystko dopasowac, albo kiedy jeszcze „kot znow zostanie odwrocony ogonem”… Zakoncze moze moja liste zazalen co do tej ksiazki i skupie sie krotkim streszczniu tresci dla zainteresowanych. Nie widze sensu w dalszym obnazaniu brakow tej ksiazki.
Ksiazke skonczylam czytac juz kilka dni temu, jednak ostatnio prawdziwy kolowrot mam i na niczym sie skupic nie moge. A teraz jeszcze weekendowy wyjazd zupelnie mnie pozbawil czasu na blogowanie. Wyjaz cudny byl- no nie dziwota przy takiej pogodzie?
Jakas dekade temu, gdy ksiazke te „nalezalo” przeczytac jakos nigdy nie wpadla mi rece. Za to przeczytalam wowczas „Nad brzegiem rzeki Piedry siadlam i plakalam” oraz „Weronika postanawia umrzec”. Pierwsza podobala mi sie, druga juz znacznie mniej. Potem byl „Pielgrzym”, przez ktorego przebrnelam, tylko dlatego, ze zawsze czytam kazda ksiazke do konca.