Bardzo lubie Marqueza. Te bogata jezykowo proze i napiecie, ktore umiejetnie buduje. Tym razem jednak zupelnie nie potrafilam skupic sie na tresci ksiazki, moje zycie osobiste plynie osttanio w zupelnie innym kierunku niz tematyka ksiazki- skutek? Ksiazke „zaliczylam”, muskajac zaledwie po powierzchni, nie silac sie na odkrycie ukrytych znaczen. Bije sie w piersi, ale obecnie nie potrafie, moze wroce do niej z nowym animuszem za czas jakis?
Pokrotce o fabule- obserwujemy jedno wydarzenie z zycia karaibskiego miasteczka- smierc Santiago Nasara, ktory zginal w wyniku wyrownania honorowych porachunkow. Otoz po nocy poslubnej okazalo sie ze panna mloga Angela, stracila cnote juz wczesniej- wlasnie z Santiago, nie zachowujac czytosci az do dnia slubu. Jej bracia postanawiaja rozprawic sie ze sprawca zbrodni. W ksiazce obserwujemy wydarzenia poprzedzajace, rekacje mieszkancow miasteczka przed owym czynem i na wiesc o nim. W koncu tez sam czyn. Nikt nie wydaje sie dawac temu wiary, jakby nie chodzilo o zycie czlowieka… Sami zabojcy- z zawodu rzeznicy- nie odrozniaja swojej profesji od swiadomego morderstwa.
Ksiazka na pewno ciekawa, tylko moment u mnie nieodpowiedni… Nastepnym razem sie poprawie 😉
A teraz czytam cos nieco bardziej odmozdzajacego 😉

To zupelny przypadek, ze lektura tej ksiazki zbiegla sie z ostatnimi dramatycznymi wydarzeniami w Egipcie.



Wlasnie te ksiazke z ta wersja okladki pozyczylam calkiem niedawno od znajomej. Czytajac rozne opinie w necie na jej temat doczytalam, ze byla promowana z zamiarem przekazania jej dalej. Tak wiec, nieswiadomie udalo mi sie ten zamiar wypelnic 😉 Swoja droga bardzo ciekawy zabieg promocyjny- juz od poczatku intryguje czytelnika. Tak, jak zapewne mial intrygowac tytul i opis z obwoluty. Poza tym ksiazka bardzo starannie wydana, az chce sie ja wziac do reki. Mimo niewielkiej liczby stron, ma sie wrazenie, ze przeczytac mozna duzo wiecej. Musze przyznac, ze promocyjne zabiegi byly nad wyraz udane, choc ja sama w sobie nie dalam sie im uwiesc. Nie wyczytalm w tej ksiazce zbyt wiele tresci, niestety…
Bardzo wypoczelam przy czytaniu tych lektur. Jakis czas temu czytalam „Rok w Prowansji”, a calkiem niedawno zdobylam „Zawsze Prowansja”. Postanowilam wiec znow przeczytac „Rok” i od razu pozostac w klimacie. Nie zaluje 🙂
Ksiazka ma czas akcji w latach dwudziestych XVIII wieku. Miejsce: Ameryka, plantacja bawelny niedaleko Nowego Orleanu. Jakos ciezko mi bylo w to wszystko uwierzyc. Jakbym czytala pozycje fantastyczno-naukowa. Dlaczego? Nie do wiary, ze tak mozna trakowac ludzi- „czarnych”, jak ich wciaz okreslaja w ksiazce. Wlasnosc. No wlasnie, dla mnie w czasach obecnych zupelnie nie do wiary. Stad to skojarzenie z ksiazka fantasyczno- naukowa i jakimis podludzmi, istotami traktowanymi przedmiotowo, zjawiskiem, ktore nie ma prawa istniec we wspolczesnym swiecie. No wlasnie, we wspolczesnym swiecie. Bo dla bohateki ksiazki- Manon, mieszkajacej na plantacji, znudzonej, egoistycznej taki tok myslenia jest najbardziej oczywisty na swiecie. Jak dla mnie to niepojete…

